O autorze
Ewelina Rubinstein- dziennikarka, prawniczka, pisarka, autorka wielu reportaży. Na początku listopada br.ukazała sie jej najnowsza książka pt.: "Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności", która jest zbiorem rozmów z osobami bezdomnymi z całej Polski.

"Polska to wcale nie taki straszny kraj. Można się w nim odnaleźć i to nawet, jeżeli ktoś nie odmawia różańca..."

„Polska to wcale nie taki straszny kraj. Można się w nim odnaleźć i to nawet, jeżeli ktoś nie odmawia różańca albo jest gejem”. Polska publiczność pokochała ich przede wszystkim za autentyczność i otwartość. Mowa o Gabrielu Sewerynie, projektancie mody pochodzącym z Głogowa oraz jego partnerze Rafale Grabiasie, z którym tworzy udany związek od ponad piętnastu lat. Od czasu, kiedy panowie pojawili się w programie „Królowe życia” (emitowanym raz w tygodniu, w piątki na antenie TTV), wielu widzów zmieniło zdanie na temat par jednopłciowych, a tym samym przestało wierzyć w szereg, uwłaczającym osobom homoseksualnym, stereotypom.

Czy trudno żyje się gejom w Polsce?

Gabriel Seweryn: Już jakiś czas temu bardzo wyraźnie mówiłem o tym, że nieistotne jest to, czy ktoś jest gejem, czy ktoś jest gruby, czy ktoś ma zbyt mały biust lub posiada zakola na głowie (mężczyźni z tego powodu mają ogromne kompleksy!), ale to, jak sam siebie spostrzega, ocenia i traktuje. To, że wyjedziemy z kraju i zamieszkamy w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Portugalii, to niewiele- wbrew pozorom- zmieni. Jeżeli sami mamy problem z akceptacją własnego ciała czy preferencji seksualnych, to wszędzie będziemy nieszczęśliwi i nierozumiani. Nie twierdzę, że nasze państwo jest wymarzonym krajem dla par jednopłciowych, bo niestety tak nie jest, ale wydaje mi się, że Polska to wcale nie taki straszny kraj. Można się w nim odnaleźć i to nawet, jeżeli ktoś nie odmawia różańca albo- tak jak my- jest gejem.

Tydzień po wejściu w życie przepisów zrównujących prawa par homoseksualnych i małżeństw heteroseksualnych pierwsza para gejów - Michael i Kai Korok - adoptowała w Niemczech dziecko. W Polsce, głównie środowiska konserwatywne, bardzo to krytykują i uważają, że „fala lewactwa zmierza także nad Wisłę”.

Gabriel Seweryn: Trudno jest mi polemizować ze środowiskiem konserwatywnym, ponieważ każda grupa społeczna, zawsze w jakimś stopniu, ma swoje racje. Jednakże nie zgadzam się z takim stwierdzeniem, że „fala lewactwa zmierza nad Wisłę”. Przede wszystkim dlatego, że to wspomniane „lewactwo” w Polsce istniało od zawsze. A tymi „lewakami” byli bardzo często ludzie niezwykle utalentowani. Nie jest tajemnicą, że lesbijką była pisarka Maria Dąbrowska, gejem był kompozytor Karol Szymanowski, podobnie zresztą jak Jarosław Iwaszkiewicz czy Jerzy Andrzejewski. To była inteligencja polskiego podwórka, więc wykluczanie kogokolwiek na podstawie tego, kogo kocha, jest niewłaściwe i po prostu złe. Polska jest krajem, w którym katolicyzm od zawsze bardzo silnie oddziaływał na poglądy i reakcje społeczeństwa. Nie jestem więc zaskoczony, że przedstawiciele konserwatywnej prawicy, tak mówią. Gdyby zaczęli uważać inaczej, to z pewnością ich środowisko odebrałoby to jako atak. W Polsce nie ma prawnej możliwości zawierania związków homoseksualnych, nie ma też możliwości adopcji przez takie pary dzieci. A to, że kochających się ludzi, nazywa się „lewakami”, to jest to bardzo przykre i zaprzecza postawom chrześcijańskim, na które tak bardzo powołuje się większość organizacji, grup o poglądach prawicowych.

Rafał Grabias: Poza tym to jest taka nasza polska hipokryzja. Ostatnio czytałem gdzieś, że w Polsce aż 50 tysięcy par homoseksualnych wychowuje dzieci. Oczywiście, nie są to dzieci pochodzące z adopcji, ale z poprzednich związków jednego z partnerów. W większości przypadków jest tak, że ludzie o odmiennej orientacji latami tkwią w związkach heteroseksualnych, bo tak wypada, bo boją się ujawnienia i pewnego napiętnowania ze strony rodziny, znajomych, współpracowników itp. Tak nie powinno być, bo przede wszystkim nikt za nas życia nie przeżyje, a ponadto, jeżeli sami czujemy się nieszczęśliwi, to nigdy nie damy radości komuś innemu.

Czyli to, o czym pisał w 1960 roku Zygmunt Mycielski (kompozytor, publicysta, pisarz) w swoich „Dziennikach” nadal jest aktualne?

Gabriel Seweryn: „Bo u nas się nigdy prawdy nie pisze, bo albo znajomi, albo „naród”, albo Pan Bóg czy inny Stalin się obrazi”. To jest chyba jedyny cytat z jego „Dzienników”, który pamiętam… (śmiech).

Rafał Grabias: Zapamiętałeś go dlatego, bo, mimo upływu 57 lat od jego napisania przez Mycielskiego, on nadal jest aktualny! Musimy w końcu zrozumieć, że prawda w życiu jest ważna. Po co kłamać i udawać?

Czy Polacy, poza udawaniem, jeszcze z czymś mają problem?


Gabriel Seweryn: Na pewno z samoakceptacją. Wynika to z pewnej formy wychowania oraz pewnej, charakterystycznej dla Polski, mentalności, którą od dzieciństwa się nam wpaja. Już od przedszkola dzieci słyszą o tym, co wypada, a co nie, jak mają stać, jak mają siedzieć, kiedy mają iść spać, kiedy nie wolno pokazywać języka albo że pójdą do kąta, jak znowu wytrą smarki w rękaw świeżo upranej przez mamę bluzki. To powoduje, że „nasiąkamy” pewnymi zachowaniami, zaczynamy patrzeć na świat oczami naszych nauczycieli, rodziców itp. I to z czasem powoduje, że mamy potem kłopot z samoakceptacją. Wychowanie, takie dobre wychowanie, jest niezwykle ważne, ale powinniśmy czasami mieć więcej dystansu do siebie samych i cenić u innych indywidualność, a nie ją zabijać.

Rafał Grabias: Jako naród też mamy problem, choć próbujemy z tym walczyć. Czasami czujemy się gorsi od innych. Myślimy: Niemcy więcej zarabiają, Francuzi wydają fortunę na markowe ubrania, Amerykanie mają super wynalazki, a Anglików stać na rzeczy, które my możemy kupić tylko na okazjonalnych wyprzedażach. U nas jest bieda, dresy na dzielnicy i brak możliwości, a na Zachodzie, to mają wszystko. I to jest błędne spostrzeganie rzeczywistości. Często uważamy się za mniej nowoczesnych czy mniej obytych w świecie. A wystarczy spojrzeć na młodych Polaków, którzy są niezwykle ambitni, mówią w kilku językach, znają się na modzie, odbywają staże w wielu zagranicznych placówkach, osiągają sukcesy sportowe. Często bywamy za granicą i już wielokrotnie zdarzyło się nam, że widzieliśmy bardzo elegancką, zadbaną kobietę albo mężczyznę wyglądającego jak z żurnala, i po chwili, ku naszemu wielkiemu, pozytywnemu zaskoczeniu, okazywało się, że pani jest na przykład z Wrocławia, a pan z jakieś miejscowości spod Lublina! Dlatego też, mówię to z przekonaniem, powinniśmy być naprawdę dumni z kraju i współobywateli. Jeszcze kilka lat temu, wydawało się nam, że jak coś jest polskie, to od razu musi być gorsze od tego z zagranicy. To pomału zaczęło się zmieniać. W sklepach z artykułami spożywczymi coraz częściej pojawia się informacja o tym, że dany produkt pochodzi z Polski, a nie jest wyhodowany i przywieziony na przykład z Hiszpanii czy Grecji. To jest pozytywne zjawisko i daje szansę na wybicie się rodzimych marek.

Gabrielu, powiedziałeś na początku naszej rozmowy, że „Polska to wcale nie taki straszny kraj. Można się w nim odnaleźć i to nawet, jeżeli ktoś nie odmawia różańca albo jest gejem”.

Gabriel Seweryn: Powiedziałem tak, bo tak właśnie uważam. W każdym kraju na świecie trzeba by było coś zmienić, poprawić, zreformować, żeby było idealnie, ale po prostu się nie da i tyle. Podobnie jest u nas, w Polsce. Pewne rzeczy, rzecz jasna, bardzo mnie irytują, ale staram się żyć, o ile to możliwe, z dala od polityki i sejmowych sporów. Jestem projektantem, a więc całą swoją uwagę skupiam przede wszystkim na modzie i codziennej pracy. Ale wracając do tego, co powiedziałem, to jak widać, udaje mi się tutaj mieszkać, tworzyć. Nikogo też nie oceniam, nie szufladkuję, bo na przykład jest zwolennikiem Prawa i Sprawiedliwości lub uważa, że lepszego premiera niż Donalda Tuska to Polska nie miała. Szanuję każdego i tego samego oczekuję od innych.

Jak już mówisz o różańcu, to muszę zapytać, co myślicie o akcji, która odbyła się kilka dni temu w całej Polsce i nawiązywała do 100. rocznicy objawień Matki Bożej w Fatimie?

Gabriel Seweryn: Ani ja, ani Rafał nie braliśmy udziału w akcji „Różaniec do Granic”, bo nie czuliśmy takiej potrzeby. Ale, jeżeli ktoś uważał, że to da mu siłę i ta modlitwa różańcowa po prostu jest mu niezbędna, to nie widzę w tym nic złego. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby jednak umieć rozdzielić politykę od religii.

Rafał Grabias: Zgadzam się całkowicie z tym, co powiedział Gabriel. Myślę też, że są ludzie, którym takie akcje są po prostu potrzebne, a są tacy, którym nie. Zdaję sobie sprawę z tego, iż dla wielu osób religia ma ogromne znaczenie. Bez niej nie potrafiliby się odnaleźć. Ale hejt, w jakiejkolwiek postaci, nie jest dobry. I nie jest ważne, kto jakie ma poglądy polityczne… Pamiętajmy też, że polityka i religia to bardzo wybuchowa mieszanka…
Trwa ładowanie komentarzy...