Kilka minut po tym, jak pociąg ruszył, ja zajęłam się czytaniem, on konsumpcją kanapki, którą wyjął z brązowej skórzanej listonoszki. Kiedy przestał przeżuwać, odchrząknął i zapytał mnie, czy wiem, jaki dziś mamy dzień? „Sobota, 25 listopada”- odparłam bez namysłu, spoglądając nieco podejrzliwie na mężczyznę.
„Dzisiaj Święto Kolejarza!”- krzyknął.
I pewnie na tym nasza rozmowa by się skończyła, gdyby Edward z zawodu maszynista (nie mogło być inaczej!) nie zaczął opowieści o polskiej kolei i o tym, dlaczego w pociągu ważny jest kwadrat, że jajecznica nie zawsze powinna kojarzyć się z wagonem barowym, a dropsy nie służą na kolei do jedzenia. Po trzygodzinnej wspólnej jeździe miałam wrażenie, że o pociągach, kolejarzach wiem już wszystko!
I tak:
- „bana” to pociąg,
- „beczka” to wagon (cysterna),
- „buty” to obręcze kół,
- „dropsy” to charakterystyczne obciążniki przy sieci trakcyjnej przypominające rulon z cukierkami, - „elektryk” to po prostu elektryczna lokomotywa,
- „łapanie” to łączenie wagonów,
- „netto” to nie sieć sklepów ani masa towaru bez opakowania, a skład pasażerski!
Jest też „suka”, „icek”, „gawryło”, a nawet „ladacznica”!
- „suka” to spalinowa lokomotywa uniwersalna serii SU45
- „icek” to po prostu pociąg pasażerski „InterCity” (logiczne, prawda?)
- „gawryło” to nie żadne nazwisko ani pseudonim, a... konduktor. Została też „ladacznica”, która z panią lekkich obyczajów nic wspólnego nie ma. Tak w kolejowym żargonie nazywa się zwrotnicę!
I jeszcze taka ciekawostka: Co prawda nie z naszego podwórka, ale dobrze by było, aby takie zwyczaje zagościły też w Polsce ;)
W Japonii pasażerom pociągu spóźnionego o więcej niż 5 minut należą się oficjalne przeprosiny oraz służbowa nota od maszynisty, usprawiedliwiająca ewentualne spóźnienie do pracy. Kiedy pociąg spóźni się o więcej niż godzinę, staje się to krajową sensacją i mówią o tym wszystkie serwisy informacyjne w kraju...
Wszystkim kolejarzom, maszynistom (zwłaszcza panu Edwardowi z pociągu relacji Warszawa- Berlin) i pracującym na kolei najlepszego! ;)
